M. Klara Szczęsna - córka ziemi mazowieckiej - Oficjalna strona sióstr sercanek

Przejdź do treści

Menu główne:

M. Klara Szczęsna - córka ziemi mazowieckiej

ks. dr Lech Król
/ Referat wygłoszony podczas Ciechanowskich i Bieżuńskich Spotkań Muzealnych w 2000 roku /

Tak sformułowany temat zaprasza nas do tego, abyśmy pochyli się nad osobą służebnicy Bożej Ludwiki Szczęsnej. Motywacją dla tak sformułowanego tematu wydają się być słowa, jakie wypowiedział kard. J. Glemp, Prymas Polski. podczas homilii wygłoszonej w 100-lecie Zgromadzenia SS. Sercanek, w których stwierdził, że Ludwika Szczęsna "(...) jak piękny kwiat - wyrasta na tej niwie zwykłej mazowieckiej trawy. Okolice Żuromina i Lubowidza, to bardzo nieznane miejscowości na Mazowszu po prawej stronie Wisły.(...) Otóż tam rodzi się dziewczę, które (...) kocha Boga i chce się Bogu poświęcić" i pragnie służyć wszystkim biednym i potrzebującym. Spotkanie tej zwykłej i prostej niewiasty, wpierw z o. H. Koźmińskim, a potem z wybitnym profesorem UJ ks. Józefem Pelczarem przynosi wspaniały owoc, któremu na imię Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Urzeczywistniło ono, w ponad stuletniej historii, wiele działań, które w ludzkim rozumieniu były ogromnym zaskoczeniem, bo wyzwalały w społeczeństwie takie tchnienie i taką moc ducha, które pochodzą jedynie z natchnienia Ducha Świętego.

Plan referatu jest następujący:
  • Wprowadzenie.
  • Sytuacja społeczno-polityczna i religijna w Królestwie Polskim.
  • Pochodzenie M. Klary Szczęsnej.
  • Wykształcenie.
  • Życie zakonne
  • W Zgromadzeniu Sług Jezusa
  • U początków Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego
  • Postawy duchowe
  • Przypomnienie pojęć: "życie duchowe" i "postawy"
  • Duchowość i postawy duchowe.
  • Zakończenie.

1. Sytuacja społeczno-polityczna i religijna w Królestwie Polskim.
Królestwo Polskie powstało decyzją Kongresu Wiedeńskiego w 1815 r. Samo określenie "Królestwo Polskie" było rzeczywistością wiele obiecującą, ale faktycznie, zainicjowany nowy byt terytorialny, zależał całkowicie od Rosji carskiej. Choć trzeba zaznaczyć, że do 1830 roku był to organizm państwowy o względnej samodzielności, czego zewnętrznym wyrazem była przedłużająca się w następnych latach jego samodzielność ekonomiczna.

Do czasów powstania listopadowego Królestwo Polskie cieszyło się dość szeroką autonomią, choć stopniowo była ona coraz bardziej ograniczana. Zaś manifest cara Mikołaja I z roku 1832 ogłaszający wprowadzenie w Królestwie "nowego kształtu i porządku", zapowiadał ściślejsze jego zjednoczenie z caratem. Miało on tendencję zmierzającą do przebudowy ładu prawnego i społecznego na wzór Rosji carskiej. W dokumencie powyższym został ogłoszony tzw. Statut Organiczny, który zastąpił Konstytucję. Nie było już polskiego sejmu, rządu i wojska. W 1837 r. województwa przemieniono na tzw. gubernie. Styl zarządzania został ujednolicony ze stylem rosyjskim.

Nowy podział administracyjny miał miejsce w 1867 r. Wszystkie działania podejmowane wówczas przez okupanta były odwetem za zorganizowane powstanie styczniowe. Wprawdzie Rosja carska dbała początkowo o zachowanie pozorów, ale cel jej działania był jednoznaczny: zniesienie wszelkiej odrębności Królestwa Polskiego i jego unifikacja z Cesarstwem oraz całkowite unicestwienie polskiego życia publicznego, polskości i polskiego życia narodowego.

W latach 1866-1871 rząd carski zlikwidował wszelkie, zresztą pozorne, odrębności Królestwa Polskiego, z którego uczyniono jedną z prowincji cesarstwa rosyjskiego. W odróżnieniu od innych dzielnic Polski, odznaczało się ono własną specyfiką stosunków agrarnych. Przypuszcza się, że ok. 80% ludności utrzymywało się z rolnictwa. W tym okresie pogłębiał się proces upadku sytemu folwarczno-pańszczyźnianego. Chłopi korzystali z każdej okazji, aby zerwać pęta feudalizmu. Każdą zmianę polityczną wykorzystywali w kierunku wyzwolenia z pańszczyzny i poddaństwa. Uwłaszczeniowy ukaz carski, ogłoszony dla Królestwa w marcu 1864 roku, był pomyślany jako narzędzie do likwidacji powstania. Dawał on chłopom ziemie na własność i zwalniał od powinności. Car więc wystąpił tu w roli "dobroczyńcy" i "obrońcy ludu polskiego". Rzeczywiście odnowił i pogłębił konflikt między dworem a wsią oraz ograniczył wpływ kleru i inteligencji na polską wieś.

Po upadku powstania styczniowego represje zostały skierowane przeciwko wszystkim warstwom społecznym. Szczególnie wymierzono je w szlachtę oraz w duchowieństwo. Uważano, że te dwie grupy społeczne są odpowiedzialne za zorganizowanie powstania.

Dlatego władze carskie ostro uderzyły w Kościół. Na tej podstawie ograniczono Jego środki materialne, swobodę i możliwość wpływu na wiernych. Próbowały one uzależnić Kościół od siebie pod względem materialnym - skonfiskowano majątki, a klerowi wyznaczono rządowe pensje. Został zerwany konkordat ze Stolicą Apostolską i zabroniono wszelkich z nią kontaktów. W 1867 r. hierarchię kościelną poddano zwierzchnictwu Kolegium Duchownego Rzymsko-Katolickiego Kościoła w Petersburgu. Zamknięto Akademię Duchowną w Warszawie, seminaria zostały poddane kontroli władz, ograniczono liczbę święceń kapłańskich.

Car Aleksander II zarządził (ukaz z dnia 28 listopada 1864 roku) kasatę klasztorów w Królestwie Polskim. Tak więc życie zakonne zostało skazane na całkowite wymarcie, ponieważ istniał zakaz przyjmowania nowicjuszy. Zniesiono władzę prowincjałów i obowiązywał zakaz kontaktowania się z władzami generalnymi zakonów. Fakty te postawiły przed Kościołem w Królestwie Polskim nowe i nieznane dotąd problemy i wyzwania. W takich uwarunkowaniach społeczno-politycznych i religijnych, 18 lipca w 1863 roku, przyszła na świat Ludwika Szczęsna.

2. Pochodzenie Ludwiki Szczęsnej.
W 15-tym roku życia Ludwice Szczęsnej wydano legitymację, w której urzędnik gminy Rozwozin wpisał, że urodziła się w Cieszkach, powiat mławski, w guberni płockiej.

Płock, jak wiemy, był w Królestwie Polskim, od 1816 roku, stolicą województwa, a od 1837 roku - centrum guberni.

Przed 1864 rokiem na terenie diecezji płockiej istniało wiele klasztorów męskich i żeńskich. Rzeczywiście brały one czynny udział w powstaniu styczniowym, a kasta była ogromnym ciosem i wprowadziła na wiele lat wyłom w życiu duszpasterskim. Z kilku klasztorów męskich jedynie karmelici w Oborach i kapucyni w Zakroczymiu mieli szansę na przetrwanie. W tej zaś, po ludzku mówiąc, tragicznej sytuacji dla życia religijnego, diecezja płocka stała się kolebką nowych formacji zakonnych, których tworzenie zainicjował, wywieziony w 1864 roku z Warszawy do Zakroczymia, o. Honorat Koźmiński - kapucyn.

Rodzina, w której przyszła na świat Ludwika ( zakonne Klara ) nosiła nazwisko Szczesny. W takiej formie występuje ono w księgach parafialnych. Ludwika zmieniła je przez drobną korektę. Nasuwa się pytanie, na które pewnie do końca nie znajdzie się obiektywnej odpowiedzi: dlaczego dokonała tej zmiany ? Wydaje się, że odpowiedzi mogą być różne. Z pewnością mogło to być podyktowane chęcią zacierania śladów po ucieczce z domu rodzinnego. Chociaż nie jest też wykluczone, że mogło być wyrazem dążenia do promocji społecznej, zwłaszcza, gdy uwzględni się nobliwie brzmiące, w jej rodzinie, takie nazwiska, jak Skorupska czy Pniewska. Chociaż mogły przemawiać obie motywacje: zarówno psychologiczna, jak i socjologiczna. Pewnie tak mogło być, zwłaszcza, gdy uwzględni się, jak często drobne szczegóły mają wielkie znaczenie w życiu poszczególnych osób, szczególnie zaś w przypadku dorastającej młodej dziewczyny. Takiej zmiany dokonała z pewnością w Mławie. Dlaczego? Otóż dlatego, że Ludwika, poza pięcioletnim okresem życia w Mławie, zawsze już wstępuje jak Ludwika Szczęsna.

Dziadkowie Ludwiki, jako włościańska rodzina Szczesnych , mieszkali we wsi Zielona, która jest znajduje się ok. 5 km od Żuromina. Tam urodził się, 28.07 w1829 roku, jej ojciec Antoni. Matka - Franciszka, z domu Skorupska, urodziła się 24.02 w1827 roku w miejscowości Sztok, w parafii Lubowidz. Małżeństwo rodziców zostało zawarte 31.01.1848 roku , o czym dowiadujemy się z dokumentów parafialnych w Lubowidzu. W pierwszych latach małżonkowie pracowali na drobnej części ojcowizny. Później jednak Antoni poszukał dodatkowej pracy. Metryki urodzeń i chrztów dzieci podają rodzaj pracy, jaką wykonywał ojciec Ludwiki. Np. w roku 1851, z racji chrztu córki Antoniny, jego zawód określono terminem "morgarz" . W 1855 roku, z okazji chrztu córki Marianny, zanotowano, że jest pomocnikiem gorzelanego. Nie pracował tam długo. Już bowiem w 1858 r. w akcie urodzenia i chrztu córki Katarzyny, dowiadujemy się, że "pełnił służbę". Jednak bliżej nie określono jej charakteru. Dalsze koleje życia tej rodziny prowadzą do wsi Cieszki, w parafii Lubowidz, gdzie pozostali przez kilka lat. Ojciec zrezygnował z własnej roli i był pracownikiem najemnym.

Tutaj urodziły się dwie kolejne córki: Anna (1861) i Ludwika w lipcu1863 roku. W metryce chrztu Anny podano, że ojciec był wyrobnikiem. Tak określano robotnika niewykwalifikowanego, który najczęściej był zatrudniony dorywczo lub sezonowo w przemyśle lub w rolnictwie. Była to jedna z najniższych kategorii ludności. W akcie zaś chrztu Ludwiki spotykamy informację, że pracuje jako fabrykant. Na robotniczy i niski stan społeczny Antoniego wskazuje też pochodzenie świadków chrztu dzieci, których określano jako wyrobników, którzy nie umieli się podpisać pod spisanym aktem chrztu.

Tutaj też urodziło się najmłodsze dziecko - Ignacy. W akcie jego chrztu w 1866 roku został określony jako ekonom, co świadczyłoby nie tylko o zmianie pracy, ale i o pewnym awansie społecznym.

Cieszki, gdzie urodziła się Ludwika, były w zasięgu oddziaływania Żuromina, który był osadą miejską. Ludwika, podobnie jak i pozostałe dzieci, była dobrze wychowana przez swoich rodziców. Pewnie, jak w większości rodzin, największy udział w procesie kształtowania osobowości miała matka. Ona też, jako pobożna i głęboko religijna wiejska niewiasta, często prowadziła Ludwikę i pozostałe jej rodzeństwo do kościoła w Żurominie, w którym znajdował się obraz Matki Bożej słynący łaskami i cudami ( od 1708 roku). Po śmierci zaś matki sama udawała się do żuromińskiej świątyni, aby Maryi polecać swoje trudne i bolesne doświadczenie sieroctwa.

S. Alojza Rostkowska, która znała z opowiadania M. Klary wiele faktów i wydarzeń z jej życia i rodziny, tak napisała: "Dzieci Szczęsnych nieraz udawały się do Żuromina, a Ludwika, która była bardzo pobożna, modliła się gorąco do Najświętszej Maryi Panny, prosząc Ją o szczególną opiekę i o to, by mogła poświęcić się Bogu w jakim klasztorze".

Matka Ludwiki zmarła we wrześniu w 1875 roku. Śmierć z pewnością głęboko dotknęła bólem 12 - letnią dziewczynkę. W niecałe zaś 4 miesiące po śmierci matki ojciec Ludwiki ożenił się powtórnie z b. młodą 18 -letnią Antoniną Więckowską. W nowej sytuacji rodzinnej relacje domowe nie układały się najlepiej. Dlatego ojciec postanawia wydać ją za mąż. Ze wspomnianego już dowodu tożsamości, jaką była legitymacja, którą otrzymała gdy miała 15 lat, dowiadujemy się, że Ludwika była średniego wzrostu, miała regularne rysy twarzy, niebieskie oczy i jasnokasztanowate włosy. Wprawdzie była biedną dziewczyną, ale posiadała osobiste zdolności i odznaczała się pozytywnymi cechami charakteru. Wśród nich trzeba wymienić takie, jak: pobożność, odpowiedzialność, pracowitość, roztropność, łagodność i szlachetność. Czyniły z niej one dobrą kandydatkę do życia małżeńskiego i rodzinnego. Dlatego s. Franciszka Sankowska pisze, że: "Młodzieńcy z okolicy ubiegali się o jej rękę. Ojciec przyrzekł ją jednemu z nich. Gdy jednak przedstawił córce projekt małżeństwa, spotkał się z niespodziewanym oporem". Ona bowiem pragnęła poświęcić się służbie Bożej w życiu zakonnym. Mimo gorących próśb i płaczu Ludwiki decyzje ojca były jednoznaczne i nieodwołalne. Stąd też nakazał przygotować odpowiednią wyprawę i wyznaczył termin ślubu. Ludwika nie akceptując decyzji ojca, ponieważ pragnęła dochować wierności wcześniej powziętemu postanowieniu zachowania dziewictwa, ucieka potajemnie około 1880 roku z domu rodzinnego do Mławy, gdzie prawdopodobnie zatrzymała się u jakiś krewnych, mniej więcej przez okres ponad 5 lat.

Miasteczko to oddalone jest 35 km od Lubowidza. W 1875 r. liczy ono 6 tys. mieszkańców. Uruchomiona kolei nadwiślańska (1877) przyczyniła się do rozwoju przemysłu. Powstały cegielnie, garbarnie, browary, młyny, mydlarnie, olejarnie oraz liczne warsztaty rzemieślnicze. Dla Ludwiki źródłem utrzymania było rzemiosło kroju i szycia. Była bardzo zaradna, dlatego radziła sobie w trudnych warunkach. Z pewnością nauczyła się tego w domu rodzinnym. Od rodziców przyswoiła sobie wiele cennych cech charakteru, które dają się zauważyć w późniejszym życiu. Od matki zapewne przyswoiła zdrową i prostą pobożność oraz szlachetność postępowania. Z postaw ojca przejęła pracowitość, zaradność, zdecydowanie, i odwagę w działaniu i podejmowaniu nowych inicjatyw.

Okres pobytu w Mławie był z pewnością dość ważnym etapem w jej życiu. Bowiem w przykrych i niejednokrotnie bolesnych doświadczeniach życia rozwijało się i dojrzewało jej życie religijne i kształtowało się życie moralne. Był to także okres, w którym ostatecznie ukształtowało się i pogłębiło powołanie zakonne. Dlatego za wszelką cenę szukała możliwości jego urzeczywistnienia.

3. Wykształcenie.
Ustawa szkolna z 1833 roku nadała szkolnictwu, w Królestwie Polskim, charakter stanowy. Szkoły podzielono na elementarne czyli parafialne, obwodowe czyli powiatowe oraz gminne czyli gubernialne. Był położony nacisk na tworzenie szkół w miastach i dobrach rządowych. W wioskach zakładano szkoły jedynie tam, gdzie o to zabiegano i o ile dysponowano odpowiednimi środkami. Praktycznie było ich b. mało, ponieważ chłopi byli w b. trudnej sytuacji gospodarczej, dlatego nie płacili należnych składek. Ziemianie zaś nie interesowali się kształceniem dzieci chłopskich. Rzeczywiście wieś polska odczuwała brak szkół.

Stąd też s. Alojza Rostkowska w życiorysie M. Klary, na podstawie jej zeznań, pisze, że: "Szkoły na miejscu nie było, tylko co jakiś czas przybywał do wsi wędrowny nauczyciel i pouczał wszystkie dzieci. O więcej nauki rodzice osobno dla swych dzieci musieli się starać".

Widać zatem, że Ludwika nie miała możliwości uczęszczania do szkoły, ponieważ takie już nie istniały, a rodzice nie byli bogaci. Dlatego czytać i pisać nauczyła się od wędrownych nauczycieli. W późniejszym okresie życia, jak pisze s. Weronika Żmudzińska, kształciła się w sztuce pisania, przepisując dla odpowiedniego wyrobienia odpowiednie teksty. Stąd też pismo miała staranne i wyraźne, poprawne pod względem ortografii i gramatyki.

Wiadomości zaś religijne zdobyła w domu rodzinnym od matki i w czasie przygotowywania do I Komunii św. Dobrze też przyswoiła sztukę kroju i szycia, dlatego, jako krawcowa, w Mławie zarabiała na własne utrzymanie.

W drugiej połowie XIX w. przypada wzmożone zainteresowanie najniższy mi warstwami społecznymi. Prowadzą ją różne instytuty religijne. Wśród indywidualnych osób, w Królestwie Polskim, duże zasługi ma o. Honorat Koźmiński z Zakroczymia. Wpływami jego działalności społeczno-religijnej, które były urzeczywistniane przez jego ukryte stowarzyszenia, objęta była też Mława, w której przez niecałe 6 lat przebywała Ludwika Szczęsna. Prawdopodobnie przez jedno z takich stowarzyszeń dochodzi do spotkania Ludwiki z o. Honoratem i m. Eleonorą Motylowską. Ono bowiem zainicjowało nowy okres w życiu Ludwiki Szczęsnej.

4. Życie zakonne
a. W Zgromadzeniu Sług Jezusa.
Przejawem ożywienia religijnego w XIX wieku był rozwijający się intensywnie ruch zakonodawczy. Powstające w tym okresie nowe rodziny zakonne wyrastały z konkretnej potrzeby chwili i spełniały konkretne funkcje. Właściwie wszystkie istniejące wspólnoty zakonne poświęcały się potrzebującym pomocy i angażowały się w podtrzymywanie i kształtowanie ducha narodowego przez szerzenie oświaty.

Represje po powstaniu, w 1863 roku, były bardzo surowe wobec zakonów. Mimo likwidacji i prześladowań zakonnicy nie przestali istnieć. Powoływano nowe zgromadzenia zakonne. W tym wymiarze szczególnie był zaangażowany, w Królestwie Polskim, o. Honorat Koźmiński.

W pracy duszpasterskiej, jaką prowadził w konfesjonale, wzięły początek liczne zgromadzenia niehabitowe. Ich celem było nie tylko osobiste uświęcenie życia, ale konkretna pomoc społeczna. Honorat Koźmiński dostrzegał potrzeby ówczesnego społeczeństwa, dlatego powołał do istnienia wiele nowych wspólnot zakonnych. Nowe formy ukrytego życia zakonnego były głęboko związane z ówczesnymi zadaniami społeczno-religijnymi.

Miasta były oblegane wiejskimi dziewczętami, które przybywały tam w poszukiwaniu pracy. Znajdywały się więc w zupełnie odmiennych i nowych warunkach egzystencjalnych i społecznych. Najczęściej były to dla nich zupełnie obce środowiska. Nikogo nie znając doświadczały zagubienia i były wykorzystywane pod każdym względem.

H. Koźmiński w liście do Marii Górskiej pisał: "(...) te biedne sługi puszczone w świat i otoczone największymi niebezpieczeństwami, z których tylko wyzyskują pracę i cnotę, nie mają nikogo, kto by się nimi zajął i dał im dobrą radę". Dlatego w tym celu założył w Warszawie w 1884 r. ukryte zgromadzenie zakonne Sług Jezusa, dla którego w 1885 r. ustanowił Eleonorę Motylowską matką generalną.

W 1886 r. z Mławy przybyła, na rekolekcje dla dziewcząt, do Zakroczymia Ludwika Szczęsna. Zorganizował je i prowadził o. Honorat. Do pomocy zaprosił Motylowską, która we "Wspomnieniach" (red. z 1916 r., s. 174) napisała: "W tym czasie przyjechała na rekolekcje z Mławy biedna panienka zajmująca się szyciem, Ludwika Szczęsna. O. Honorat po skończonych rekolekcjach skierował ją do mnie. Z cała prostotą oświadczyła pragnienie służenia Bogu, wszystkie fraszki światowe służące do próżności spaliła i okazała gotowość pojechania ze mną, nawet nie dopytując się, gdzie ją zawiozę. Podobała mi się niezmiernie jej szczerość, męstwo w zerwaniu ze światem i oddanie się Bogu, zabrałam ją ze sobą, choć nie miałam pojęcia, gdzie ją umieszczę. Liczyłam na opatrzność Boską i nie zawiodłam się".

Ludwika rozpoczęła więc nowicjat (08.12.1886 r.) i przyjęła imię Honorata. Jej przybycie przyczyniło się do otwarcia nowego domu w Warszawie (przy ul. Wilczej). Motylowska we "Wspomnieniach" pisała: "Skoro nam Pan Bóg przysłał osobę odpowiednią do szycia, należy otworzyć pracownię sukien. Wynajęłyśmy na tej samej ulicy dwa pokoje z kuchnią i przedpokojem(...)". O niej napisze potem s. Franciszka Rostkowska: "Miała dużo prostoty i pogody, była cicha, pełna miłości dla wszystkich i bardzo kochała służące. Te cnoty i zalety wewnętrzne czyniły z niej bardzo miłą i ujmującą siostrę oraz bardzo dobrze wpływała na służące".

Prawdopodobnie podczas odbywania nowicjatu została skierowana na placówkę do Lublina, gdzie siostry prowadziły pracownię krawiecką i działalność konspiracyjną. Ludwice powierzono odpowiedzialność za tamtejszy dom. W nim bowiem spotykały się służące, które katechizowano i formowano. Ludwika w wykonywanej pracy była bardo gorliwa. Z tak ogromnym zaangażowaniem opiekowała się służącymi, że zwróciła na siebie uwagę władz rosyjskich.

Doszło więc do tego, że żandarmi rosyjscy przeprowadzili rewizję w domu zakonnym w Lublinie, przy ul Czechowskiej 14, która odbiła się we wnętrzu Ludiwki głębokim i niezatartym wstrząsem psychicznym. Znaleziono jedynie katechizm, egzemplarz zaś Ustaw Zgromadzenia, który był w tej samej szufladzie, zaczepił się o górną jej krawędź i nie został zauważony. Jako podejrzanym nakazano się rozjechać.

S. Honorata wraca więc do Warszawy. Przełożeni są zaniepokojeni zaistniałą sytuacją. Niektórzy byli przekonani, że jest ona w dalszym ciągu śledzona, w związku z czym obawiano się wykrycia nielegalnego Zgromadzenia. Dlatego każdą noc spędzała w innym miejscu. Na krótki okres wróciła nawet do Mławy.

b. U początków nowego Zgromadzenia.
W tym samym czasie w Krakowie ks. Józef Pelczar założył Bractwo NMP Królowej Korony Polskiej i otworzył przytulisko dla służących. Ponieważ Bractwo nie radziło sobie w prowadzeniu tego dzieła szukał innego rozwiązania. Dowiedziawszy się o istniejącym, w Królestwie Polskim, Zgromadzeniu Sług Jezusa poprosił o. Honorata o przysłanie kilku pań z tego stowarzyszenia. O. Honorat zlecił tę sprawę m. Eleonorze, która wysłała najpierw s. Honoratę - Ludwikę Szczęsną (później została tam skierowana s. Alojza Rostkowska i Wiktoria Deleżek). Ludwika z całą prostotą otworzyła się na kierownictwo ks. Pelczara.

Ponieważ była wzorową siostrą zakonną i dobrą organizatorką, dlatego został jej powierzony obowiązek przełożonej domu. Wówczas zakład rzeczywiście zaczął się rozwijać. Powstała też wzorowa kuchnia, pralnia i prasowalnia, gdzie służące miały możliwość zdobywania praktyki w zakresie otrzymywanej teorii na organizowanych lekcjach.

Ks. Pelczar nie krył swojego zadowolenia z pracy sióstr, co zresztą wyraziło się w jego liście do m. Eleonory, której tak pisał: "Siostry spełniają ochotnie i po Bożemu swoje niełatwe zadanie, tak, że przy pomocy Bożej zakład nasz rozwija się coraz doskonalej. Siostra Ludwika kieruje znakomicie(...)".

W Krakowie zaistniała też potrzeba zajęcia się chorymi, w ich domach. W związku z tym zrodziła się w świadomości ks. Pelczara inicjatywa utworzenia zgromadzenia zakonnego o rozszerzonym zakresie działania i zamierzał połączyć je z ukrytym Zgromadzeniem Sług Jezusa w Królestwie. W tym celu prowadził korespondencję z o. Honoratem i m. Eleonorą, która od samego początku nie akceptowała przedstawionej wizji. Miała zastrzeżenia co do samego chryzmatu i obawiała się powstania dwóch odrębnych zgromadzeń. S. Ludwika zaś, w przypadku podziału zgromadzenia, była zdecydowana na opuszczenie Sług Jezusa i na rozpoczęcie nowego życia zakonnego w zawiązującym się nowym zgromadzeniu.

Został wreszcie urzeczywistniony długo oczekiwany przyjazd m. Eleonory do Krakowa, która wsłuchując się w codzienne konferencje, jakie wygłaszał siostrom ks. Pelczar, była nimi zaniepokojona. Wyrażała nawet wprost swoje niezadowolenie. We wspólnocie zapanowało zamieszanie do tego stopnia, że po kilku dniach doszło do zerwania umowy z ks. Pelczarem. Wyjaśniła tę decyzję następująco: "A więc nowe zgromadzenie, nie mamy tu co robić. Zabierajmy się". Ludwika Szczęsna została w Krakowie. Rozstanie było pełne bólu, ponieważ kochała zgromadzenie, do którego należała i była głęboko związana z m. Eleonorą.

Po wyjeździe Motylowskiej kard. Dunajewski mianował Ks. Pelczara dyrektorem nowo rodzącego się zgromadzenia. Formalne założenie nastąpiło 15 kwietnia 1894 roku. Ludwika, 2 lipca 1894 roku, otrzymała habit zakonny i imię zakonne "Klara". Dewizą jej całego życia było wewnętrzne dążenie do tego, aby być doskonałą zakonnicą.

Ponieważ otrzymała już formację zakonną u Sług Jezusa, dlatego jako doświadczona zakonnica mogła pozytywnie współpracować z ks. Pelczarem w organizowaniu Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Przełożoną nowej rodziny zakonnej została mianowana s. Klara. Założyciel polecił też nazywać ją matką. Dlatego S. Placyda Serwatka tajemnicę jej życia wypowiada słowami poezji w następujący sposób: (Pan Zelnik: "Fragmenty").

Zostało więc postawione przed nią nowe i bardzo odpowiedzialne zadanie: miała uformować, z kilku chętnych niewiast, pierwszą wspólnotę Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. M. Klara, JAKO NOWICJUSZKA, BYŁA JEDNOCZEŚNIE ich MISTRZYNIĄ. Zlecone zadanie nie było łatwe. Trzeba więc było dobierać właściwe środki formacji zakonnej dostosowane od nakreślonego charyzmatu. Była świadoma tego, że od jej osobistej formacji duchowej zależy duchowość całego zgromadzenia, nie tylko w jej czasie, ale także w następnych pokoleniach. Ta praca była trudna i odpowiedzialna. Zwłaszcza gdy się uwzględni, że ten pierwszy nowicjat nie miał swojej klauzury, we właściwym tego słowa rozumieniu. Formacja zakonna urzeczywistniała się wśród służących, robotnic i ludzi chorych. Dlatego można powiedzieć, że miał on charakter praktycznej miłości bliźniego.

Mimo, że ks. Pelczar był założycielem, to trzeba jasno zaakcentować, że m. Klara wniosła, w kształtowanie się nowego zgromadzenia, własne doświadczenie zakonności. Dziś, po stu latach istnienia zgromadzenia, wiele spraw i faktów nie da się już ani ustalić ani przebadać. Jedno jest pewne, że każda z tych osób spełniła swoją niezastąpioną i ważną rolę. Niezaprzeczalnym faktem jest również to, że pierwsza przełożona generalna jest współzałożycielką.

Z pewnością niektóre elementy duchowości zakonnej przeniosła od Sług Jezusa do nowego zgromadzenia. M. Klara musiała wiele się natrudzić w procesie jego organizowania. Ile trzeba było zaangażowania, umiejętności, przemyśleń, decyzji i odwagi, aby formować w duchu zarysowanego charyzmatu młodą wspólnotę zakonną. Dlatego wychowywała siostry w duchu ofiarnego oddania się Bogu na drodze zakonnego posłuszeństwa, ubóstwa i dziewictwa (czyli rad ewangelijnych).

S. Alojza Rostkowska pisze , że: "Trzeba było dobrze trzymać w ręce to nasze życie, trzeba było właściwie nim kierować, by było tym, czegośmy się spodziewały, nowym zakonem, nowym rodzajem życia, które miało uszczęśliwić nas i wszystkie te Siostry, które miały przyjść po nas. P. Ludwika miała doświadczenie, cnotę wytrwałości, cierpliwości, doskonałego posłuszeństwa Bogu i Księdzu Kanonikowi" (Spoczęły.... 41). Świadectwo zaś s. Ignacji Weiss jest następujące: (Pan Zelnik: "Ze świadectw sióstr o Sł. Bożej Matce Klarze Szczęsnej").

Praca wśród służących była dobrze zorganizowana, ponieważ s. Klara pełniła ją przez wiele lat w Zgromadzeniu Sług Jezusa i szybko zdobyła umiejętność w prowadzeniu przytuliska.

Praca zaś wśród chorych wymagała specjalnego zawodowego przygotowania, w czym także uczestniczyła. Troskliwą opieką nad chorymi pozyskiwały sobie siostry wyjątkową sympatię krakowskiego społeczeństwa. Formowane w twardej szkole życia zawsze były gotowe na każde wezwanie człowieka chorego, zarówno zamożnego, jak i biednego. Pielęgnowały chorych w dzień i, jeśli zachodziła potrzeba, czuwały przy nich w nocy. Najczęściej była to posługa czysto charytatywna, ponieważ siostry rzadko kiedy otrzymywały skromne wynagrodzenie za wykonywaną posługę. Również praca na terenie przytuliska była również bezinteresowna. Nie była ona dochodowa, ale raczej deficytowa. Jedynie prowadzona pralnia dostarczała skromnych środków na utrzymanie domu zakonnego i przytuliska.

M. Klara, zawsze skupiona i zjednoczona z Bogiem, odznaczała się umiejętnościami bardzo praktycznymi. Poza zdolnościami ściśle kontemplatywnymi, była dobrą administratorką i ekonomką. Ponieważ była zaradna, dlatego pod jej wpływem dość szybko podnosił się poziom duchowy i materialny przytuliska. W życiu doświadczona ogniem przeciwności i trudności, z łatwością wczuwała się w trudne sytuacje biednych i zagubionych dziewcząt, które licznie przybywały z wiosek do Krakowa w poszukiwaniu pracy.

Pierwszym Założycielem Zgromadzenia był z pewnością ks. Pelczar, ale dzieło rodziło się i dojrzewało przy ścisłej współpracy i zaangażowaniu m. Klary. Ten twórczy kontakt trwał przez ponad 20 lat, dlatego przyczyniła się ona w bardzo poważnym stopniu zarówno do organizowania, jak i do formowania zgromadzenia w duchu wskazań Założyciela. Z nią bowiem omawiał niektóre szczegółowe elementy życia zakonnego, które ona znała lepiej z osobistego doświadczenia, przecież prawie 10 lat była w Zgromadzeniu Sług Jezusa. Przy tym należy pamiętać, że charyzmaty obu zgromadzeń w pewnej mierze są sobie bliskie. Dlatego m. Klara mogła realniej osądzać i rozstrzygać, które wskazania czy sugestie o. Założyciela są przydatne i słuszne.

Bł. Józef Pelczar zawsze odnosił się z ogromnym uznaniem i szacunkiem do M. Klary, "Choć- jak pisał - Wielebna Matka odmienne miała zdanie, zawsze jednak była córką uległą, przywiązaną i wdzięczną, a stąd chętnie dzieliła moje prace i troski około naszego zgromadzenia"(z listu do m. Klary...,Przemyśl 18.01.1913).

5. Postawy duchowe.
a. Przypomnienie pojęć:
Życie duchowe.
Życie duchowe można określić jako świadomy wybór duchowych treści i pobożne ich przeżycie z intencją zdobycia zasługi nadprzyrodzonej. Wówczas życie duchowe oznacza tyle co życie religijne. W odniesieniu do chrześcijaństwa życie duchowe jest harmonią (ewentualnie syntezą) tego co pochodzi od Boga, od Ducha Świętego, i wyraża się w pobożności, w całej sferze cielesno-materialnej człowieka. Np. Jan Paweł II w encyklice "Redemptor Mater" (nr 48) rozróżnia "naukę wiary" od "życia wiary", która jest autentycznym życiem duchowym, jest autentyczną duchowością.

Dlatego Guibert (SJ) mówi, że duchowość jest: a) osobistym życiem duchowym jakiegoś człowieka, na które składają się jego myśli, formy modlitewne, szczególnie praktyki i łaska Boża; b) następnie jest sposobem, w jaki prowadzi on innych do chrześcijańskiej doskonałości, tzn. chodzi o zasady im wpajane i szczegółowe cele, jakie im stawia; c) wreszcie jest nauką duchową sformułowaną w pismach danego autora na podstawie jego osobistego doświadczenia duchowego.

Teologia służy bowiem poznaniu prawd objawionych, a duchowość polega na ich przeżywaniu przez całego człowieka w jego konkretnym życiu.

Sedno więc duchowości spoczywa w przeżyciu. W duchowości chrześcijańskiej treścią przeżyć będą prawdy wiary oraz sprawy życia naświetlone przez wiarę. Przeżywa zaś te prawdy tylko chrześcijanin, uznający w Jezusie Chrystusie swój wzór i swojego Boga. Będzie to więc człowiek dbający o rozwój swojego człowieczeństwa według modelu Chrystusa oraz zatroskany o wcielenie i urzeczywistnianie całej tajemnicy chrześcijaństwa. Za prof. Karolem Górskim możemy więc powiedzieć, że duchowość "(...)jest to przeżywanie stosunku człowieka do Boga, takiego, jaki się przejawia w ramach Kościoła, w oparciu o jego dogmaty, sakramenty i naukę o łasce" (Żynel, Chrześcijaństwo żywe, 45).

Postawa.
Postawy ludzkiej nie można utożsamiać ani z aktem poznawania, ani z działaniem, choć postawa zakłada zarówno poznanie i wyraża się w działaniu.

Postawa jest dynamicznym sposobem bycia podmiotu w relacji do jakiegoś przedmiotu. To odniesie nie jest jednorazowym aktem, ale jest stałą dyspozycją nabytą w długim procesie doświadczenia, czy przemieniającego nawrócenia. Duchowość zaś jest zbiorem (syntezą) postaw, przez które ( wg myśli kard. Wojtytły) rozumiemy <<zajęte stanowisko, a zarazem gotowość działania według zajętego stanowiska, które zgodnie z licznymi badaniami psychologicznymi mają do swego przedmiotu odniesienia intelektualne, emocjonalno-wartościujące i behawioralne>>.

Przejdźmy teraz do krótkiego omówienia postaw duchowych m. Klary Szczęsnej.

b. Duchowość M. Klary.
Jest możliwa do poznania przede wszystkim na drodze tradycji czyli ustnego przekazu, jak został spisany, o jej życiu i duchowych postawach. Archiwum Zgromadzenia Służebnic Najśw. Serca Jezusowego nie dysponuje innymi przekazami źródłowymi na ten temat. Po prostu M. Klara nie pozostawiła żadnych dzieł literackich z tego zakresu, który jest dziś określany "teologią duchowości chrześcijańskiej". Zgromadzenie dysponuje zaledwie trzema jej medytacjami oraz tym, co nazwano "Myśli M. Klary Szczęsnej", które zostały zebrane i spisane przez jej współsiostry.

Duchowość M. Klary jest dla nas uchwytna przede wszystkim w jej relacji do duchowości Zgromadzenia i jest możliwa do ujęcia w pewne normy jedynie w ramach tej wspólnoty, do której należała, którą tworzyła i formowała. Można z całym przekonaniem powiedzieć, że duchowość Zgromadzenia Sióstr Sercanek jest odzwierciedleniem i przedłużeniem duchowości ich Współzałożycielki. Duchowość Zgromadzenia jest zatem z całą pewnością bazą poznawania i permanentnego zgłębiania duchowości Matki Klary.

Do istotnych środków formujących duchowość wspólnoty zakonnej należy reguła w jej szerokim rozumieniu, jaką bp Pelczar opracował w formie: "Konstytucje albo Ustawy, Wskazówki i Instrukcje". Wszystkie świadectwa, jakie zostały spisane o Matce zgodnie podkreślają, że starała się gorliwie urzeczywistniać regułę zakonną w codziennym życiu i traktowała ją jako wyraz woli Bożej. Dostrzega się w jej życiu duchowym całkowitą i gorliwą wierność wobec ducha i litery Konstytucji zakonnej. Nie bez słusznej racji siostry żyjące z nią w jednej wspólnocie nazywały ją "żywą regułą".

Drugim ważnym środkiem w formacji duchowej zgromadzenia i poszczególnych sióstr jest kierownictwo duchowe sakramentalne i poza sakramentalne. Rolę tegoż kierownictwa widać bardzo wyraźnie w osobowości m. Klary, która rozwój życia duchowego zawdzięcza między innymi kierownictwu, które prowadził najpierw o. Honorat, potem w Lublinie ks. Antoni Nojszewski (rektor sem. duch.) i wreszcie ks. Pelczar, późniejszy bp przemyski. Owo kierownictwo jest niczym innym, jak pokornym i pełnym zaufania poddaniem się pod osąd i kierownictwo Kościoła, który mocą Ducha Świętego działa przez swoich szafarzy. W kierownictwie duchowym Matka odnajdywała potrzebne światło do urzeczywistniania otrzymanego powołania i do duchowego formowania rodzącego się zgromadzenia.

Trzecim elementem formującym życie duchowe M. Klary i całego zgromadzenia są rekolekcje zakonne i dni skupienia. K. Józef Pelczar akcentował ich ważną rolę w procesie kształtowania i rozwoju zakonnego życia duchowego. Właściwie w pierwszym okresie formującego się zgromadzenia, to dzieło było prowadzone przez niego.

Przystępując do krótkiej prezentacji postaw duchowych M. Klary trzeba zaznaczyć, że są one w jakiejś mierze już widoczne w jej w trzech medytacjach, których autograf jest zachowany w Archiwum Domu Generalnego Sióstr Sercanek w Krakowie. Inne spotykamy w dziale pt.: "Myśli M. Klary Szczęsnej", które zostały zebrane przez siostry w pierwszych latach istnienia Zgromadzenia, a więc w okresie, kiedy Matka była jego przełożoną i mistrzynią.

1. Postawa ufności względem Boga i Kościoła.
W codziennym języku samo słowo: ufam znaczy tyle, co całkowicie wierzę drugiej osobie, powierzam jej swoje codzienne życie, jestem głęboko przekonany, że mogę na nią zawsze liczyć. Eleonora Motylowska tak napisała o Ludwice Szczęsnej w swoich wspomnieniach: "Podobała mi się niezmiernie jej szczerość, męstwo w zerwaniu ze światem i oddaniu się Bogu" (Spoczęły..., 20). Tak rozumiana ufność jest bliska pojęciu wiary, zawierzenia, które są odpowiedzią, ze strony człowieka, na tajemnicę objawiającego się Boga. Wiara nadprzyrodzona była źródłem jej życia duchowego. Ufność M. Klary względem Boga nie była pojedyńczą cnotą, ale postawą obejmującą wszystkie płaszczyzny i odniesienia, jakie są możliwe do zaistnienia pomiędzy człowiekiem i Bogiem. Postawa ta wyrastała z żywej i ciągle pogłębiającej się łaski wiary w Boga i była związana z pokorą. Postawa wiary otwierała ją na wolę Boga i Jego łaskę. Była w jej życiu postawą bardzo konkretną, ponieważ wyrażała się w postawie pełnienia woli Bożej. S. Weronika Żmudzińska relacjonując pierwszą wigilię Bożego Narodzenia, której przewodniczyła M. Klara, napisała między innymi: "(...) Po modlitwie (...) przemówiła do Sióstr Przełożona-nowicjuszka, zachęcając je do ofiarnego oddania się Bogu na drodze zakonnego posłuszeństwa, które w szczególny sposób powinno cechować Służebnicę Serca Jezusowego posłusznego aż do śmierci" (Spoczęły..., 30). Pogłębiający się proces poznawania Boga był podstawą tego, że w życiu duchowym M. Klary coraz pełniej rozwijało się zaufanie wobec Jego zbawczej woli. W procesie kształtowania tej postawy, w jej rozwoju, miały swój udział takie środki, jak: modlitwa, życie sakramentalne i asceza. We wspomnieniach s. Weroniki Żmudzińskiej czytamy, że: "Matka Klara w (...). W wysokim stopniu posiadała ducha modlitwy i umartwienia. Każdego dnia po pracy długo klęczała przed Najświętszym Sakramentem z twarzą ukrytą w dłoniach i wypraszała łaski potrzebne (...)" (Spoczęły..., 26) .

Były to więc środki zwyczajne, które są w zasięgu każdego zwyczajnego człowieka. Pod wpływem o. Założyciela pragnęła zdobywać w coraz doskonalszym stopniu pozytywne wartości moralne: wiary, nadziei i miłości. Bez nich nie może być mowy o istnieniu postawy zaufania, która w życiu duchowym M. Klary była widoczna w sytuacjach trudnych, w niepowodzeniach, w cierpieniu i w różnych przykrych doświadczeniach. Ona ją mobilizowała nie tylko do opanowywania siebie w doświadczaniu swoich słabych ludzkich sił, ale przede wszystkim do całkowitego zdawania się na Boga i na Jego Opatrzność.

Siostra Alojza Rostkowska pozostawiła nam takie świadectwo o M. Klarze: "(...) Przyświecała też (...) swoimi cnotami (...). Cały zasób jej cnót uwydatnił się w ostatniej Jej chorobie, zwłaszcza zajaśniał w Niej duch pokory i zaparcia się. W najcięższych cierpieniach nie domagała się niczego, ze wszystkiego była zadowolona (...)" (Spoczęły..., 67).

2. Postawa pokory.
Ks. Józef Pelczar w dziele pt.: "Rozmyślania o życiu Pana naszego Jezusa Chrystusa", pisząc na temat osoby zakonnej, mówi m. innymi, że: "Treścią jej życia jest całkowite oddanie się Bogu (i) zupełna zależność od Boga" (64). Taka postawa jest porostu treścią pokory. Człowiek świadomy swojej ułomności i doświadczający ograniczoności własnej osoby na pierwszym miejscu stawia nie siebie, ale Boga, któremu wszystko poddaje i zdaje się na Jego łaskę i Jego działanie.

W kwestionariuszu o życiu M. Klary, s. Cyryla Kosmowska napisała, że: "(...)Wszystkie sprawy doczesne składała w ręce Boże. Uważała się zawsze za bardzo nieudolną, nędzną istotę, pisząc do sióstr kończyła przez małe "s"-licha sługa s. Klara" (Spoczęły...,148). Postawy pokory M. Klara uczyła się najpierw u Sług Jezusa, a potem kontynuowała ją w trudnej i surowej szkole ascetycznej o. Założyciela. S. Karolina Kasperkiewicz w opracowaniu pt.: "Obrazki z życia pierwszych Sióstr Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego" (Ogniwo I-II 1966) zwraca uwagę, że M. Klara "Jako nowicjuszka całkowicie podległa O. Dyrektorowi, była przez niego kierowana, pouczana, a niekiedy upokarzana".

Analizując całokształt życia duchowego trzeba stwierdzić, że postawę chrześcijańskiej pokory posiadła w bardzo wysokim stopniu. Daje się ją zauważyć w każdej sytuacji codziennego życia, tak w relacji do Boga, jak i wobec spotykanych ludzi oraz w stosunku do zakładanego Zgromadzenia.

We wspomnieniach s. Izabelli Skwara spotykamy się z następującym świadectwem: " Poznałam M. Klarę w 1902 r w Krakowie i przebywałam z Nią do roku 1916. Miałam dużo sposobności stwierdzić jak przyświecała wszystkimi cnotami. Była bardzo pokorna. Przed Ojcem Założycielem klęczała tak pokornie i z takim przejęciem słuchała słów Jego, że patrzyłam na Nią urzeczona. I wobec sióstr była również pokorna. Raz widziałam jak siostra obruszona na Matkę Klarę, nie wiem o co, zachowała się niegrzecznie, a Matka upadła przed nią na kolana, powiedziała "przepraszam siostrę" i ucałowała ziemię. Byłam niezmiernie wzruszona i zbudowana - wobec podwładnej tak się uniżyć. (...) O pokorze Matki Klary musiałabym wiele pisać, miała ducha pokory św. Franciszka i w tym duchu żyła (...)" (Spoczęły...., 157).

3. Postawa posłuszeństwa.
W medytacji o posłuszeństwie M. Klara mówi o potrzebie umiłowania tej postawy. Uczy, że miłość jest posłuszeństwem. Wzorem takiej postawy jest sam Jezus, który przychodzi, aby jak pisze, "szybko" spełniać wolę Bożą. Ta postawa nie była tylko treścią nauczania, ale przede wszystkim charakteryzowała jej duchowość w stopniu doskonałym. Jej życie duchowe było nastawione na pełnienie woli Boga. Wewnętrznie była nastawiona na jej realizację. Trudne doświadczenia codziennego posługiwania odczytywała w kategoriach woli Bożej, którą z wewnętrzną uległością i posłuszeństwem pełniła.
S. Weronika Żmudzińska pisze, że: "Jako pierwsza nowicjuszka była też Mateczka przez Ojca Założyciela doświadczana i ćwiczona. Czasem jakimś słówkiem wypowiedziała się na ten temat. "Ale taka wola Boża dla mnie" dodawała szybko" (Wspomnienia..., 79). "(...) cnotą wybitną u Matki Klary - pisze zaś s. Izabella Skwara - było posłuszeństwo. Ojcu Założycielowi była tak posłuszna, że niejednokrotnie mimo choroby zrywała się z łóżka, żeby wykonać to, co Ojciec polecił, choćby to była podróż z Krakowa do Przemyśla" (Spoczęły..., 150).

Wyrazem autentycznego posłuszeństwa był jej stosunek do Reguły zakonnej, jej doskonała wierność wobec, zawartych w niej, wszystkich wskazań i poleceń. Była zresztą osobiście o tym przekonana i dlatego uczyła, że: "Posłuszni powinniśmy być w każdym wieku, stanie zdrowia lub słabości, aż do starości i grobowej deski, choćbyśmy najznakomitsze usługi wyświadczali zakonowi i najwyższe piastowali urzędy" (Matka Klara..., 193). Wg Niej posłuszeństwo wiedzie do świętości. Świętość - to zgodność z wolą Bożą. Dlatego powie, że "Znać wolę Bożą i poddawać się jej stale w duchu wiary, to czyniło Świętych, a to nam daje Reguła" (Matka Klara....,195).

4. Postawa miłości.
Ostateczna racją miłości każdego człowieka, jak napisała w medytacji M. Klara, jest sam Jezus Chrystus. Ponieważ On kocha każdego człowieka, jak powie córka tej ziemi, dlatego utożsamia się z każdym człowiekiem. Tak jak Jezus kocha mnie - mówi M. Klara, tak samo kocha każdego innego człowieka. Odwołuje się przy tym do Rzeczywistości Żłóbka, Kalwarii, Eucharystii, które w stały sposób objawiają miłość Jezusa. Jest, jak powie, jedna miłość: Boga i drugiego człowieka. W jej medytacji czytamy: "Czy to kochać Boga dla Niego samego, czy kochać bliźniego dla Boga, jest to zawsze kochać Boga" (Matka Klara..., 195). Wsłuchajmy się teraz w to, co na temat napisała w medytacji M. Klara. (Pan Zelnik: "Miłość bliźniego").

W postawie miłości dostrzega się u M. Klary bardzo wyraźnie zarysowaną hierarchię: na pierwszym miejscu jest w niej miłość Boga, dalej miłość do Kościoła, do Zgromadzenia, do potrzebujących i do wszystkich ludzi.

Miłość do Boga wyrażała się w postawie całkowitego posłuszeństwa wobec Jego woli. Tak ją przecież rozumiała. W swojej medytacji o posłuszeństwie mówi, że "(...) świętość człowieka (...) to zgodność z Jego wolą, gdyż ta tylko jest prawdziwa miłość. (...) Codzienna praktyka Reguły (czyli posłuszeństwo), to praktyka miłości Bożej " (Matka Klara...., 194 - 195).

Dlatego s. Alojza Rostkowska pisze, że M. Klara (...) miała (...) cnotę (...) doskonałego posłuszeństwa Boga"(Spoczęły..., 41). Wniosek więc nasuwa się sam: miłość M. Klary wobec Boga jest doskonała. Miała ona swoje urzeczywistnienie w modlitwie, w adoracji, w głębokiej czci i kontemplacji tajemnicy Najświętszego Serca Jezusowego, na chwałę którego spełniała każdą swoją posługę.

Dalej jej miłość do Boga miała swój konkretny kształt w postawie miłości wobec biednych, zagubionych, bezdomnych, bezrobotnych, opuszczonych i chorych. "Miała cnotę (...) miłości Boga i bliźniego ( tak świadczy s. Alojza Rostkowska). Nie było trudu, którego by się nie podjęła, gdy chodziło o chorego lub biednego. Budowała nas swoją pokorą, ubóstwem i posłuszeństwem. (...). Swoją wielką miłością wprawiała nas nieraz w kłopot, bo (...) chciałaby wynieść z domu dla biednych wiele rzeczy. Mawiała: "Pan Jezus nam da". Czasem cierpiała nad tym, że nie wszyscy tak pojmowali jak ona" (Spoczęły..., 43).

W odniesieniu do Zgromadzenia troszczyła się o jego dobra duchowe i materialne. Czuła się odpowiedzialną za charyzmat Zgromadzenia i za jego rozwój i doskonałe urzeczywistnianie. Dlatego wymagała od siebie i od każdej siostry skrupulatnego wypełniania Konstytucji zakonnych. S. Alojza Rostkowska pisze, że: "W miłości dla Sióstr była niewyczerpana. Dbała o zdrowie każdej siostry (...). W prowadzeniu Sióstr była wymagająca, ale Siostrom dobrej woli przebaczała wiele. W ogóle była pełna słodyczy" (Spoczęły..., 63). Była wyrozumiała i troskliwa. Wszystkie siostry, choćby najmłodszą, darzyła szacunkiem. S.Weronika Żmudzińska zeznaje, że: "W rozmowie na cotygodniowych skrutyniach z każdą siostrą rozmawiała serdecznie, z taką prostotą i miłością matczyną, iż z całym zaufaniem serce, duszę przed Nią się otwierało. Słuchała spokojnie, poważnie (...) jak dobra, czuła Matka pouczyła, wyjaśniła albo poradziła" (Spoczęły..., 72).

Miłość do Kościoła wyrażała się w postawie otwarcia się na Jego potrzeby, zwłaszcza na urzeczywistnianie Jego misji wynikającej z Ewangelii. Przejawiała się ona w formie współpracy z urzędowymi przedstawicielami Kościoła: z o. Honoratem Koźmińskim i najpełniej z ks. Józefem Pelczarem. Współpracowała z nim w procesie organizowania nowego Zgromadzenia, aby zgodnie z nakreślonym charyzmatem służyło ono Kościołowi. Realizując charyzmat Zgromadzenia pragnęła głosić chwałę Najświętszego Serca Jezusa. Trudno właściwie mówić o autentycznej miłości do Jezusa Chrystusa bez miłości do Kościoła, którego św. Paweł Apostoł nazywa Mistycznym Ciałem Chrystusa. Dlatego posyłała siostry do miast i wiosek, aby prowadziły dzieło katechizacji zaniedbanych duszpastersko ludzi. Właściwie wszystko, co Matka czyniła ze swoimi siostrami służyło misji Kościoła i Jego formacji, a więc Jego rozwojowi.

Zakończenie.
W kontekście tego, co zostało powiedziane i w nawiązaniu do wprowadzenia, w którym zostały przytoczone słowa kard. Prymasa Glempa, możemy słusznie stwierdzić, że M. Klara Szczęsna, jest rzeczywiście pięknym kwiatem, który wyrósł na niwie mazowieckiej trawy, który tak wspaniale zaowocował i ciągle rodzi coraz to nowe dojrzałe ewangelijne owoce.

W związku z powyższym M. Klara Szczęsna, córka tej ziemi, mazowieckiej ziemi jest nie tylko wzorem i przykładem życia zakonnego dla Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Może być także wzorem autentycznego życia chrześcijańskiego dla wszystkich wierzących w Jezusa Chrystusa. Z pewnością jest wzorem chrześcijanina, który swoje osobiste, żywe i duchowe relacje z Bogiem przekładał na język codziennych gestów, zachowań, postaw i odniesień międzyludzkich. Dlatego też może być wzorem autentycznego człowieka i prawdziwego chrześcijanina.

Na koniec trzeba powiedzieć, że córka tej ziemi nadal żyje i nadal działa w swoich spadkobierczyniach - Służebnicach Najświętszego Serca Jezusowego - w ich codziennej posłudze określonej charyzmatem Zgromadzenia. Jest obecna tam, gdzie są ich placówki i tam gdzie Siostry podejmują pracę. A są obecne w różnych krajach świata. Spotkać je możemy także na Watykanie, przy Ojcu Świętym Janie Pawle II. Tam wspierają Jego Piotrową posługę wobec Kościoła Powszechnego i całego świata. To z pewnością jest też zasługą M. Klary Szczęsnej, która jako córka ziemi mazowieckiej jest dziś kandydatką na ołtarze.

Dlatego na koniec wypowiadamy słowa modlitwy: "Błogosławiony bądź, Wszechmocny Boże.(...) Za ukazanie nam najprostszej drogi, Co się zwie: Cierpieć i kochać bez miary"

(Pan Zelnik: "W setną Rocznicę Urodzin").

copyright @ siostry sercanki 2017
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego